2005-04-25 12:54:07 >> Część X : Leśny człowiek & Niniel

Długo Turin jeździł po okolicy. Jednak jedyne co znalazł to ślady, które po pewnym czasie się urwały. Stracił już nadzieję na odnalezienie rodziny. Postanowił więc poszukać Finduilas, albo przynajmniej zdobyć jakieś informacje o niej. Po pewnym czasie dotarł do dziwnego lasu.
Usłyszał w nim zgiełk walki. Okazało się, że orkowie napadli na ludzi z Brethilu. Turin ocalił ich, bo wszyscy orkowie uciekali na widok jego czarnego miecza. Tak się stało, że Turin został z tymi ludźmi i przezwał się Dzikim Człowiekiem lasu. Powiedział jednak, że ma pewną rzecz do spełnienie. Musi odnaleźć Finduilas. Niestety na te słowa ludzie z Bethilu odpowiedzieli:
-Przykro nam Dziki Człowieku lasu, ale królewna Finduilas nie żyję. Została zabita przez orków. Jej grób znajduje się nad rzeką. Nazwaliśmy go Haudh-en-Elleth, co znaczy Mogiła Księżniczki Elfów.
-Proszę zaprowadźcie mnie tam- powiedział z łzami w oczach i poczuł, że kolejny cień ogarnął jego serce.

Poszedł więc Turin razem z kilkoma kompanami na jej kurhan. Gdy dotarli prawie na miejsce, zaczęło padać. Ku zdziwieniu wszystkich na grobie leżało jakieś ciało. Turin szybko podbiegł tam i zobaczył śliczną twarz młodej dziewczyny o długich jasnych włosach. Poczuł coś dziwnego gdy ją zobaczył. Otóż tą dziewczyna była Nienor jego własna siostra, która przygnała aż tu. Cień nie opuścił jeszcze jej serca, ponad to straciła pamięć. Turin niestety tego nie wiedział i zaniósł ta pół żywa dziewczynę do obozu.

Całe dni i noce Turin był przy niej. Dzięki lekarzą Nienor po kilku dniach oprzytomniała. Potrafiła jedynie powiedzieć "Tak" i "Nie" chociaż i tak prawie nic nie rozumiała z tego co do niej mówiono. Turin nauczył ją od nowa mówić i po kilku miesiącach cień opuścił jej serce i znów była wesołą dziewczyną.
-Nazwiemy cię Niniel czyli Dziewczyna we Łzach. przynajmniej póki nie wróci ci pamięć.-Powiedział Turin
-Niniel!-Powtórzyła w zadumie dziewczyna.-Dziękuję.
-Za co mi dziękujesz?
-Za wszystko. Masz dobre serce chociaż w twoich oczach widzę cień.
Na te słowa Turin troche posmutniał jakby przypomniał sobie jakąś złą chwilę.
-Moje prawdziwe imię to Turin. Straciłem całą moją rodzinę. Ojca uwięził sam Morgoth w swoich lochach. Matka i siostra najprawdopodobiej zginęły szukając mnie na pustkowiach. Nienor czyli moja siostra miała by pewnie teraz tyle lat co ty.-padł na kolana i pochylił przygnębioną twarz ku ziemi.
Niniel przyklękła koło niego i chwyciła jego dłoń,
-Nie smuć się Leśny Człowieku. Nie wracaj do przeszłości lecz żyj przyszłością. Wierzę, że jeszcze kiedyś zobaczysz swoją rodzinę i ty też nie trać nadziei.
Turin podniósł głowę i spojrzał w piękne, zielone oczy Niniel. Poczuł ukłucie w sercu i pocałował ją.
-Od teraz nie będę żyć przeszłością. Dla mnie nastały nowe czasy i mam nadzieję, że będą lepsze od poprzednich.
Nienor nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się tylko i objęła go...

skomentuj (10)




2005-04-11 15:01:55 >> Część IX: Gdzie jest brat?

Przepraszam, że ta część pojawia się tak późno. W tym rozdziale zaczyna się opis losów nie tylko Turina, ale także jego siostry. Jak już powiedziałam dopiero się zaczyna i wiele jeszcze się stanie jednak czy rodzeństwo spotka się czy nie? dowiecie się w następnych częściach.
--------------------------------------


Nienor i Morwena dotarły do królestwa Thingola. Rozmawiały wiele z Melianą i Thingolem jednak nie spodkały tam jego...Turina. Cała nadzieja ich prysła w jednym momęcię. Obie nie wierzyły już, że go kiedyś spodkają. Jednak mimo tego Morwena zdecydowała go odnaleść. Meliana przydzieliła jej małą ekorte gdyż wiedziała, że nie zmieni zdania.
-Matko dlaczego zabraniasz mi z soba iść-powiedziała Nienor.
-Kochanie jesteś jeszcze młoda. Nie chce cię narażać na to co może nas spodkać.
-Ależ mamo!
-To moje ostatnie słowo. Zostań tu i wypatruj swojego brata. Może wróci.
Łzy zaczęły płynąc z oczu Nienor. Nie mogła znieść rozstania z matką i tak bardzo marzyła o spodkaniu z swoim bratem. Morwena jednak była nie ugięta i zaczęła szykować się do drogi.
Drugiego dnia o świcie eskorta z Morweną stanęła przy bramię. Była tam też Meliana i Thingol, którzy chcieli ją pożegnać.
-Niech łaska Valarów będzie z tobą, a gwiazdy Elbereth niech rozświetlą ci największe ciemności.-Rzekła Meliana.-Daję ci też ten oto chleb elfów. I wierz mi, że mało jaki śmiertelnik skosztował tego wyrobu. Wierzę, że się jeszcze spodkamy.
Morwena na te słowa skłoniła się do stóp Meliany.
-Dziękuję ci za to o łaskawa Pani. Nasz ród nigdy nie zapomni o waszej łaskawości.
Rozglądnęła się jeszcze jednak nigdzie nie mogła ujrzeć swojej córki. Nie szukała jej jednak gdyż stwierdziła, że ona sama nie chcę jej widzieć.
Słońce nie wzeszło jeszcze na górę a drużyna już ruszyła. z przodu na brązowym koniu jechała Morwena. Po obu jej stronach białych koni dosiadali dwaj elfowie. Za nimi jechało ich jeszcze czterech. Jeden z nich wydawał się Morwenie trochę dziwny. Wogólę się nie odzywał, a jego twarz przykrywał szary kaptur. Potem jednak nie zwracała na niego uwagi i myslała tylko o tym by odnaleść syna. Podczas postoju trzeciego dnia wędrówki, gdy byli już daleko od lasów Doriath tajemniczy elf podszedł do siedzącej przy ognisku Morweny. Siadł na przeciw niej i odchylił kaptur. Morwena z przerażeniem patrzyła na piękną, jasną twarz swojej córki, oraz na jej długie włosy, które opadły jej na ramiona.
-Matko nie mogłam cię tu zostawić. Teraz nie możemy juz zawrócić więc muszę ci towarzyszyć.


Pewien czas później Turin dotarł do Doriath. Był pewny, że spotka tam matkę i siostrę. Poszedł więc szybko do pałacu króla, tam gdzie kiedyś dorastał. Gdy wszedł do komnaty Thingol nie mógł uwierzyć, że widzi swojego ukochanego, przybranego syna. Wstał podpierając się tronu gdyż z tego wszystkiego nie mógł się utrzymać na nogach.
-Mój synu...wróciłeś?
-Witaj ojcze. Przybyłem tu tylko poto by odnaleśc moją matke i siostrę, gdyż podobno tu się zatrzymały. Nie ukrywam jednak, że rad jestem widząc cię znowu.-Podszedł do Króla i objął go z łzami w oczach.
-Turinie. Przykro mi, że muszę cię zasmucić. Obie były tu jednak obie wyruszyły cię szukać.
Turin przerywając wypowiedź króla, wybiegł szybko z komnaty i co sił w nogach pobiegł przed bramę.
-Którędy ruszyły? Mów szybko i to już!-krzyknął do strażnika
-Kto mój Panie?
-Jak to kto? Ninor i Morwena!
-Aaa chodzi Panu o tę śmiertelniczki?
-Tak! Gdzie sie wybrały?
-Poszły szukać podobno jakiegoś Turina, gdzie dokładnie tego nie wiem lecz słyszałem, że wybieraja się tam gdzie ostatnio go widziano.
-Dobrzę. Z drogi głupcze!- Usiadł szybko na koniu stojącym pod bramą i tak szybko jak tylko mógł pojechał za nimi.

W tym samym czasię Morwena z córką dotarły do pewnego wzgórza. Była wielka mgła, a możę tak im się tylko wydawało? Podczas postoju jeden z elfów zauważył jakiś odległy dym unoszący się zza wzniesienia. Pobiegł tam szybko w towarzystwię jednego elfa. Mijał długi czas i żaden z nich nie wrócił. Zaniepokojony elf, który stał z wszystkimi w miejscu obozowiska zarządził, żeby cała kompania poszła zobaczeć co dzieje się na górze. Jechali jeden za drugim gdyz mgła niezwykle się zagęściła. Gdy dojechali na czubek pagórka nic nie widzieli. Stali tak w milczeniu wsłuchując się w ciszę. Naglę usłyszeć można było tylko krzyk koni, które nie wiadomo czemu zaczęły uciekaż w różne strony. Morwena przerażona zaczeła nawoływać swoją córkę i resztę kompanów lecz nikt jej nie odpowiedział. To samo tyczyło się innych członków drużyny. Nienor gdy wreszcie opanowała konia starała sie wrócić w to samo miejscę gdzie ostatni raz wszyscy byli razem. Prowadziła konia bardziej na oślep, jednak liczyła, że odnajdzie to wzgórze i znajdzie tam innych. Gdy po długiej wędrówcę wreszcie udało jej sie odnalesć wzniesienie, weszła na nie lecz nikogo tam nie było. Skuliła się i zaczeła płakać. Po chwili poczuła jakis dziwny, śmierdzący powiew wiatru. Podniosła głowę i zobaczyła ogromną postac smkoka. To był ten sam smok Glaurung, który w oko w oko stanął z Turinem. Spojrzał na nią i swoim krzekliwym głosem rzekł.
-Tak więc to ty jesteś Nienor, córka Morweny i Hurina. Srogo zapłacisz za wszystko co zrobił twój głupi ród.-Zaśmiał się głośno i rzucił na nią ten sam czar, który spocząwszy rzucił na Turina i odleciał.
Jeden z elfów przybocznych Morweny i Nienor pomyślał tak samo jak ona i udał sie na to wzgórzę. Ku swojemu zdziwieniu spodkał Nienor leżącą na ziemi. Z począwszy myślał, że tylko śpi. Jednak to nie był tylko sen. Gdy udało mu się ją obudzić strasznie się zdziwił. Nienor nic nie pamiętała. Na pytania jakie zadał jej elf odpowiadała tylko tak lub nie na dodatek z dużym opuźnieniem. Jakiś mrok ogarnął jej serce i chodziła jak by przez sen. Gdy nadzieja znikneła, że uda im się odnalesc pozostałych członków wyprawy. Sługa Thingola podniósł ją i poprowadził za rękę w kierunku Doriath. Cóż innego mógł zrobic w tej chwili?
Po drodze jednak Nienor ogarnął jakiś strach, coś dziwnego zaczeło z nia sie dziać. Niepokojnie rozglądała się po wszystkich stronach poczym wyrwała ręke z uścisku kompana i pobiegła przed siebię. Biegła bardzo szybko, tak, że nawet on nie mógł jej dogonić. Po, krótkiej chwili znikneła mu z oczów i wbiegła w las...
skomentuj (8)




2005-03-02 16:06:43 >> Część VIII : Przeklęty miecz.

To już ostatnia część dotycząca tylko Turina w następnych częściach znajdą się losy również Nienor jego siostry. Nie chcę wiele pisać, żeby wam nie zdradzić szczegółów, ale teraz dopiero zacznie sie prawdziwe opowiadanie o szczęśliwym i tragicznym losie rodzeństwa.
___________________________________

Beleg był ranny jednak przeżył gdyż był jednym z najsilniejszych elfów w Śródziemiu. Wśród wszystkich zabitych nie znalazł ciała Turina więc zrozumiał, że jego przyjaciel żyje i został pojmany. Udał się więc na poszukiwania porwanego. Po drodzę w strasznym lesie Taur-nu-Fuin zauważył jakąś postać opierającą sie o drzewo. Gdy spytał się ją o imię usłyszał "Gwindor". Tym bardziej zdziwienie pojawiło się na jego twarzy gdyż owy Gwindor był synem Guilina wielkiego przywódcu elfów z Nargothrondu. Wyglądał on jak cień, a nie jak elf lecz i tak miał szczęście gdyż uciekł on z samego Angbandu. Tak więc Beleg i Gwindor ruszyli razem śladem orków. Jednak orkowie nie byli tak szybcy jak oni więc szybko ich dogonili. W nocy zakradli się do obozu stacjonującego na dnie doliny. Na warcie stały wielkie wilki. Beleg uszczelił je jeden po drugim i podszedł do przywiązanego linami do drzewa Turina. Odwiązał go od drzewa i przeniósł poza obozowisko. Chcąc uwolnić go od silnych więzów Beleg wyciągnął z pochwy Anglachela i przecinając więzy niechcąco, lekko drasnął Turina w stopę. Turin ocknął się natychmiast i w przypływie gniewu gdy ujrzał nad sobą postać z nagim mieczem w ręku był przekonnany, że to orkowię. Pojmał więc miecz napastnika i ranił śmiertelnie Belega Kuthaliona. Gdy sie ocknął i mrok rozświetliła błyskawica, zobaczył twarz
zabitego, swojego kochanego przyjaciela, cały skamieniał."Tak z ręki tego, kogo najbardziej kochał, zginął Beleg, najwierniejszy przyjaciel, mistrz różnych umiejętności, górujący nad wszystkimi istotami żyjącymi w lasach Beleriandu za Dawnych Dni."
-Turinie ocknij się wreszcie-rzekł Gwindor-Pomóż mi pochować Belega.
Turin jak by we śnie wstał i pomógł Gwindorowi. Widać było, że ogarnia go mrok. Następnego dnia wyruszyli obaj. Turin jednak nie widział celu wędrówki jednak podniesiony na duchu przez Gwindora szedł dalej. Gdy doszli do Eithel Ivrin Gwindor rzekł do Turina-Zbudź się przyjacielu. W tym miejscu zawsze słychać śmiech gdyż tym jeziorem opiekuje się Ulmo władca wód. Turin klęknął i napił się tej wody poczym jak by uleczony z obłędu upadł i zaczął płakać. Jednak i tak na jego twarzy malował sie żal, który nigdy nie zniknął. W tym też momęcie Gwindor pokazałm mu miecz Belega, który zabrał ze sobą by móc zemścić się na sługach Morgotha. Turin wziął miecz i przyglądał mu się długo w zadumie. Był on inny od innych mieczy. Miał czarną klingę. Nie bez potrzeby Meliana ostrzegała Belega przed wyborem tego miecza. Gdy dzień dobiegł zmiechrzu i na niebie malował się księżyć Gwindor rzekł
-Turinie synu Hurina zabiorę cię teraz ze sobą do Nargothrondu tam wyleczysz swoją duszę.
Turin nie śmiał się nawet sprzeciwiać i ruszli razem w kierunku tego wspaniałego królestwa. Gdy dotarli do Nargothrondu nikt nie rozpoznał Gwindora oprócz Finduilas córki króla, która zresztą kochała go tak samo jak on kochał ją. Gdy spytali się o imię Turina on odpowiedział
-Jestem Agarwaen co znaczy syn Złego Lasu.
Tak też go nazywali, a on nie chciał wyjawnić swojego prawdziwego imienia. Turinowi żyło się tu dobrze. W krótkim czasie zasłynął z świetnej sztuki wojennej i był ulubieńcem króla. Tak też się stało, że w brew swojej woli zakochała się w nim Finduilas, a on po pewnym czasie w niej. Jednak kraj znów zaczęły nękać słudzy nieprzyjaciela, a Morgoth gdy dowiedział sie o miejscu w którym przebywa syn Hurina natychmiast rozkazał jednemu z swoich najgroźniejszych sług udać sie tam i odnaleść go. Tak pewnego dnia gdy Turina nie było w zamku nagle ludzie z murów zauważyli lecący punkt na niebie. Po chwili gdy rozpoznali kształty tego ów punktu z przerażeniem rzucili się do ucieczki gdyż był to wielki, olbrzymi smok znany w tych okolicach pod imieniem Glaurung. Zabił on większość elfów, a tych którywych nie zamordował wział w niewole, a była wśród nich Finduilas. Gdy Turin to zobaczył natychmiast stanął pomiędzy więźniami a smokiem jednak obezwładniony złym czarem poczwary nie próbował nawet zadać mu ciosu tylko jak skamieniały stał w miejscu.
-Synu Turina mógł bym cię zabić jednak co by to dało? Ofiarowuję więc ci wolność idź i odnajdź swoją matkę i siostrę one z pewnościa cię potrzebują. Nie szukaj jednak Finduilas tylko idź do swojego rodzinnego domu gdyż się jeszczę rozmyślę.
Syn Hurina uwierzył tym słową i odszedł. Poszedł do Dor-lominu gdzie jednak nie zastał swojej siostry Nienor i Morweny. Jednak ku swojemu zaskoczeniu spodkał swojego dawnego przyjaciela.
-Witaj synu Morweny.
-Nawet nie wyobrażasz sobię jak sie cieszę, że cię widzę. Powiedz mi gdzie jest Nienor i Morwena?
-O ile się nie mylę wyruszyły do Doriath gdyż chciały cię odnaleść. Radzę ci też tam się udać. Napewno się ucieszą.
Tak też się stało...
skomentuj (4)




2005-02-11 07:18:04 >> Część VII : Prawdziwy przyjaciel


Turin wyrzekł sie obręczy Meliany i udał się poza Doriath gdzie wstąpił do bandy zbójców. Gdzie szybko uznali go za wodza i nadał sobie imię Neithan co znaczy Skrzywdzony.
W tym samym czasie król Thingol dowiedział się o wszystkim i nie dażył urazą Turina.
-Belegu jestem zmartwiony. Wiem, że to nie była wina Turina...wszystko opowidziała mi Nellas, która jak zwykle śledziła go. Tym bardziej jestem smutny gdyż kocham go jak syna i nie chcę go ztracić.
-Ależ królu ja tez pokochałem tego chłopca i obiecuję ci, że nie spoczne póki go nie znajdę.

Beleg udał się na poszukiwania Turina. Szukał go bardzo długo i nie mógł go znaleść. Dopiero rok po tym jak zaczął poszukiwania znalazł trop bandy. Pojmano go jednak i obchodzono się z nim brutalnie gdyż Turina nie było w pobliżu. Gdy jednak się zjawił i zobaczył swojego przyjaciela obudziła się w nim skrucha. Rozwiązał go i obiecał, że już nigdy nie będzie napadał nikogo poza sługami Morgotha. Beleg długo namawiał Turina, żeby wrócił do Doriath jednak on sie nie zgodził. Beleg więc rzekł.
-Przyjacielu jeśli chcesz mi dalej towarzyszyć znajdziesz mnie w Dimbarze-rzekł Beleg
-Przyjacielu, a ja ci powiadam, że jeśli chcesz mnie jeszcze spodkać to szukaj mnie na Amon Rudh! I tak się rozstali w przyjaźnie lecz z smutkiem.
Beleg wrócił najpierw do Doriath i zdał relacje królowi. Poprosił jednak go o wolną ręke i obiecał, że będzie czuwał nad Turinem.
-Za to, że odnalazłeś mojego syna jestem ci wdzięczny. Za to możesz poprosić mnie o co tylko chcesz, a ja twoją proźbę spełnię.
-Mój królu... proszę cię tylko o jakis miecz z zbrojowni gdyż łuk mi nie wystarczy poza obręczą Meliany.
-Wybierz jaki tylko chcesz miecz poza moim. Niech łaska Valarów będzie z tobą.
Beleg wybrał Anglachela. Tylko jeden miecz w Śródziemiu mógł się z nim równać. Jednak to nie nasza historia. Gdy Thingol podwał miecz Belegowi Meliana rzekła:
-"W tym mieczu jest złośliwość. Zachowało się w nim coś z czarnego serca płatnerza, który go wykuł. Nie pokocha ręki, która nim będzie władała, i niedługo pozostanie w jej służbie."
Jednak Beleg nie posłuchał Meliany i udał się do Turina gdzie razem walczyli. Jednak pewnego dnia zniknął gdyż udał sie do Doriath, a Turin razem z swoimi towarzyszami szukali nowego miejsca gdzie mogli by zamieszkać. Spodkali na drodze kilku krasnoludów. Jednego z nich wzięli do niewoli,a miał on na imię Mim. W zamian za swoje życie krasnolud pokazał im kryjówkę w górach w której zamieszkiwał. Tam też zamieszkała banda Turina. Było to pięknę miejsce. Jednak Turina niepokoiła nieobecność Belega. Jednak pewnego wieczoru gdy siedzieli przy ognisku podszedł do nich niepostrzeżenie pewien człowiek. Zobaczyli go dopiero wtedy jak usiasł koło nich. Odrzucił on płaszcz i roześmiał się. Ku szczęści Turina był to Beleg. Został on z Turinem i wiele dobrego robił dla bandy. Jednak gdy przyszła wiosna. Mim zaczął wędrować do lasów po korzonki, które bardzo lubił. Jednak podczas jednego wypadu dopadli go orkowie, a on po raz kolejny obiecal, że doprowadzi ich do swojego domu jeśli oszczędzą mu życie. Tak zaskoczyli orkowie ludzi Turina podczas snu. Wszystkich zabito a samego Turina pojmano i wzięto do niewoli. Jednak nie wszyscy z tych którzy leżeli martwi nie żyli. Gdy Mim zaczął wołać, żeby sprawdzić czy ktoś żyję. Usłyszał głos. Podszedł bliżej. To był Beleg. Jedyna osoba, która przeżyła z całej bandy.
-Nie unikniesz zemsty-rzekł Beleg
Przestraszony krasnolód uciekł i nie widzieli go więcej...
skomentuj (7)




2005-01-30 10:10:38 >> ...

Wiem, że długo nie pisałam. Niestety mam mało czasu jednak postaram się w ferie to nadrobić. Zauważyłam też, że coraz mniej osób odwiedza ten blog :( ale to niestety moja wina bo bardzo go zaniedbałam. Postaram się to naprawić gdyż zależy mi na tym blogu wkońcu tyle go prowadze. I mam nadzieje, że będzie taki jak kiedyś. Z góry przepraszam.
skomentuj (13)




2005-01-06 17:31:55 >> Część: VI : kolejny cień


Już od kilku tygodni wydawało mu się że jest śledzony. Tym razem jednak zauważył pewną postać, która kryła się za drzewem.
-Nie ukrywaj się. Wiem, że mnie śledzisz. Kim jesteś?-rzekł Turin do tajemniczej osoby.
Z za drzewa wyszła piękna elfka ubrana w szary płaszcz. Miała blond włosy i niebieskie oczy.
-Wybacz Panie. Jestem Nellas i to ja cię śledziełam już od dłuższego czasu.
-Dlaczego to robiłaś-rzekł z zdziwieniem Turin.
-Na proźbe Królowej Meliany. Kazała mnie, mieć cię na oku i wrazie potrzeby ci pomagać.
Tak też się zaczeła znajomość między nimi. Nellas nauczyła Turina języka Sindarów.
Jednak po pewnym czasie Turin przestał się z nią widywać gdyż nie chciała ona zamieszkać w Menegroth gdyż obawiała się kamienia i wszystkiego co z niego powstało. Kochała ona drzewa, rośliny i kwiaty. Jednak mimo wszystko dalej ślepdziła Turina.
Podczas tych 9 lat w Doriath Turin otrzymywał wiele listów od matki. Dlatego też dowiedział się, że jego siostra Nienor rośnie na piękność. W 17 wiosnę jego życia zaczął znów cień nim władać. Przestał dostawać wiadomości od Morweny, ponad to wśród nie których elfów zaczęła rodzić się niechęć do Turina. Główną osobą, która nie ukrywała tej niechęci był Searos. Cieszył się on szacunkiem króla. Był tez jego doradzcą. Jednak za każdym razem, gdy tylko była do tego sposobność obgadywał za plecami Turina. Bardzo mu zazdrościł miłości króla i wszystkiego co od niego dostawał. Turin nie mógł już znieść jego obecności. Naszczęście jednak nie widywał go często gdyż żadko odwiedzał teraz komnaty. Jednak imie syna Hurina było znane w całym królestwie dzięki jego zasługą w walce na granicy Doriath. Była tylko jedna osoba która lepiej władała od niego orężem, a mianowicie był to Beleg, najlepszy przyjaciel Turina. Jednak gdy syn Hurina miał już dwie dzisiątki wiosen udał się do Thingola gdyż jego oręż wymagała naprawy. Nie znalazł jednak Thingola gdyż wędrował on po lasach w towarzystwie Meliany. Pech tak chciał, że podczas wieczerzy zajął on miejsce Searosa, który gdy zobaczył Turina na swoim miejscy bardzo się zdenerwował jednak usiadł na przeciw niego. Jak na Searosa przystało zaczął dogadywać Turinowi. Po chwili jednak rzekł.
- "Nie wątpię, człowieku z Hithlumu, że w pośpiechu siadałeś do stołu i można wybaczyć ci ten zszargany płaszcz, ale czemu czupryna twa przypomina krzak jeżynowy? Może gdybyś odgarnął włosy z uszu, to lepiej słyszałbyś, co się do ciebie mówi." Młodzieniec spojrzał tylko na niego groźnym wzrokiem, jednak rozgniewany doradca nie skończył mówić.
- "Jeśli mężczyźni z Hithlumu to tak dzicy i nieokrzesani ludzie, jakie zatem są ich kobiety? Czy jak łanie ganiają po turniach, okryte jeno własnymi włosami?"
Tego było dla Turina za wiele. Chwycił on złoty puchar i cisnął go w twarz Searosa, ponad to wyciągnął micz gotów go użyć. Powstrzymano jednak syna Hurina przed nieprzenyślanym krokiem. Wasal króla zaś padł na ziemie z poranioną twarzą i kazał wyjść Turinowi z pałacu strasząc go wygnaniem za złamanie prawa. Turin jednak ochłonął i wybiegł z pałacu. Jednak następnego ranka Searos zatakował Turina od tyłu. Wyciągnął miecz i tarczę. Jednak syn Morweny był szybki i czujny. Odskoczył w ostatniej chwili i krzyknął.
-"Morweno! Szyderca zapłaci za obelgi!"
Turin wykazywał swoją wyższość w walce i zraniąwszy napastnika w dłoń, rzucił go na ziemię i obdarł z ubrań, skasując go na pośmiewisko.
-Biegnij-krzyknął-mknij szybko jak jeleń, bo innaczej pogobnie cię szpikulcem.
Tak też uradowany młodzieniec gonił go, kłując go szpikulce. Po chwili do pogoni dołączyli się inni. Gdy jednak dotarli do przepaści Searos ze strachu skoczył jednak nie udało mu się doskoczyć do grugiego końca przepaści tylko spadł na kamienie do rzeki.
Mablung który stał obok rzekł do Turina.
-Stało się, a teraz ty pujdziesz ze mną pod osąd Thingola.
-Nigdzie nie pójde gdyż odżucam wasze prawo i kraj...Odchodzę... ale to na zawszę...
skomentuj (5)




2005-01-01 01:14:56 >> Szczęśliwego Nowego Roku!

Cóż to wiele pisać kochani Szczęśliwego Nowego Roku! Niech ten rok będzie lepszy od poprzedniego.
skomentuj (4)




2004-12-24 13:12:18 >> Wesołych Świąt!

Nadchodzą święta, czas do przemyśleń i reflekscji. Życze wam w tych dniach kochani Tolkienowcy szczęścia, spokoju i niech te święta będą czasem szczególnym, spędzonym w rodzinnej atmoswerze, gdzie każda chwila jest na wagę złota.

A teraz tak troche dla rozweselenia :)



skomentuj (8)




2004-12-18 10:04:01 >> Sprawy techniczne.

Bardzo was przepraszam, że długo nie umieściłam VI części, ale jeszcze jej nie umieszcze gdyż miałam problemy z kompem (format: c) i nie miałam czasu ani możliwości by napisać kolejną część. Postaram się jednak jak najszybciej ją umieścić. Z góry przepraszam.
skomentuj (3)



...-*-...
Layout Created by Nimrodel/